Na liczniku odsłon mamy:

hit counter
free web counter

Map IP Address
Powered byIP2Location.com

Kategorie: Wszystkie | Apple | Archiwum X | Humor | Kultura | Muppet Sejm | Polityka | Variactwo | Warsztat
RSS
czwartek, 17 lipca 2008
Samobojkot

Coś wisiało w powietrzu od wczoraj wieczorem. Brak marszałka Putry na wizji w TVN24, przecieki, że PiS ogłosił bojkot mediów TVN (na szczęście wczoraj wieczorem akurat w ogóle nie oglądałem telewizji i napawałem się ciszą). Ale dziś rano prezes Kaczyński własnymi usty bojkot ogłosił w "Sygnałach dnia".

Powiem tylko: głupszy sposób na zaistnienie w mediach trudno wymyśleć. Ciekaw jestem, jak długo ów bojkot się utrzyma i ile wytrzyma bez mikrofonu i kamery Jacek Kurski czy Zbigniew Girzyński. I jak pokrętne tłumaczenie wymyśli PiS, żeby wytłumaczyć odwołanie tego bojkotu.

Bo jesteście panowie jak ćmy, które do kamery lgną. Choćby po to, żeby spalić się w blasku jej światła. Bez telewizji nikt was nie zauważa. Tak jak nikt nie widzi ćmy, kiedy ćma nie leci do lampy.

A kolegom z TVN radzę - zapiszcie sobie wyraźnie na jakiejś tablicy, żeby po zakończeniu tego bojkotu spytać posłów PiS dlaczego już przestali się obrażać i przyszli z łopatkami do waszej piaskownicy.

PS. W takich chwilach myśl, że nie ma już kogoś tak sensownego jak prof. Geremek jest tym bardziej bolesna.

poniedziałek, 07 lipca 2008
Open'er, czyli jazda

Na zdjęciu: początek świetnego niedzielnego koncertu GoldFrapp na głównej scenie

Kolejny Open'er za nami. O wrażeniach z tegorocznej edycji napisano już całe płachty tekstu. Ja dodam tylko, że z trzeciego, nie opisanego przez Roberta Sankowskiego dnia największe wrażenie zrobił na mnie Massive Attack - oprócz muzyki ich show niósł też wolnościowe przesłanie na telebimie. I tu miłe zaskoczenie - zespół bardzo poważnie podszedł do koncertu w Polsce i sporą część tekstów przetłumaczył na polski. Co więcej, Robert Del Naja kilka razy podkreślał ze sceny, że szalenie się cieszy, iż może grać tu, "gdzie wszystko się zaczęło", tu gdzie dzięki ludziom ze stoczni działa się historia. Ciekawe czy rozumie, czemu Polacy sami chcą sobie obesrać tę legendę?

Ale najważniejsza była muzyka. Kto jeszcze nie był nigdy w Gdyni na Open'erze, ten niech żałuje i przyjeżdża w przyszłym roku. Kto był, ten na pewno przyjedzie za rok.

A propos jechania, jestem w sporym szoku, że udało nam się dojechać do Gdańska w 5,5 godziny i wrócić do Warszawy w podobnym czasie (odpowiednio piątek i poniedziałek). To dość dobry dowód na to, jak nisko upadliśmy komunikacyjnie. 350 km w 5,5 godziny to wyczyn. Gdybyśmy mieli porządne drogi, powinno to zająć góra 3,5 godziny. A 5,5 godziny udało nam się osiągnąć głównie dlatego, że... w Mławie zjechaliśmy z głównej drogi do Gdańska (7) i jechaliśmy opłotkami (mapa poniżej). Jazda nieco gorszymi, ale pustymi drogami daje lepszą średnią niż telepanie się "siódemką" i samobójcze próby wyprzedzania. A przy tym można podziwiać naprawdę przepiękne krajobrazy. Dla jasności dodam, że po tych bocznych drogach jechaliśmy zgodnie z obowiązującymi ograniczeniami prędkości.

Najważniejsze jednak było to, że 20 km za Malborkiem mogliśmy przetestować oddany kilka miesięcy temu kawałek autostrady A1. Wprawdzie to raptem niecałe 30 km, ale droga prosta, równa droga i bez skrzyżowań, a na dodatek dobry wjazd na trójmiejską obwodnicę (doceni to każdy, kto miał kiedyś okazję stać w korku przed rondem od strony Tczewa).

I pomyśleć, że gdyby nie działalność budowniczych IV RP autostrada A1 mogłaby sięgać dziś do Grudziądza i kosztować ułamek tego, ile będzie kosztować.


Wyświetl większą mapę

czwartek, 03 lipca 2008
Wiadomości igrają z ogniem

Nie wiem czy po wczorajszym wydaniu "Wiadomości" kariera Hanny Lis znów nie zawisła na włosku. Pod koniec programu, w czasie, kiedy puszcza się tzw. michałki, czyli wiadomości lżejszej treści, zapowiedziała materiał o tym, jak to partie polityczne recenzują programy informacyjne za pomocą SMS-ów. Przyczynkiem do tego materiału był SMS, jaki we wtorek wieczorem ktoś z biura PiS puścił omyłkowo do dziennikarzy zamiast do polityków. SMS zawierał skrótową recenzję polsatowskich "Wydarzeń" i wydźwięku materiałów.

Joanna Wajda z "Wiadomości" przygotowała solidny materiał o tym, jak to partie posługują się SMS-ami do komunikacji, co im to daje itd. Na koniec filuternie spoglądając w kamerę podczas standupu zadała retoryczne pytanie: "Ciekawe jak posłowie PiS ocenią ten materiał w "Wiadomościach"?".

Pani Joanno, ocenią pozytywnie. W końcu ani słowem nie zająknęła się Pani o tym, że Przemysław Gosiewski na bieżąco recenzuje "Wiadomości" i śle protesty do prezesa Urbańskiego, o czym napisał w środę "Dziennik", a Gosiewski potwierdził to w TVN24.

Ale i tak mocno się zdziwiłem, że omyłkowym SMS z biura PiS "Wiadomości" w ogóle się zajęły. Hanna Lis znowu będzie miała awanturę z jakimś komisarzem politycznym z TVP.

Fot. TVP 1

środa, 02 lipca 2008
Po(d)pis Prezydenta
Co zrobił Prezydent swoim wywiadem dla ”Dziennika”?

Sarko Fuck dla traktatu

poniedziałek, 30 czerwca 2008
Wałęsa agentem? Nie ma Bolka
Z Lechem Wałęsą po 1989 r. jakoś nie zawsze było mi po drodze. Zniechęcało mine wymachiwanie siekierką, wojna na górze, podawanie nogi i podobne historie. Ale Lech Wałęsa na prezydenckiej emeryturze dojrzał i zaczął robić rzeczy, o które bym go w życiu nie podejrzewał - stał się człowiekiem kompromisu, z dystansu i rozsądnie obserwującym polską politykę.

Ale polityczna emerytura to widać za mało, niektórzy chcieliby jeszcze przynajmniej obsikać pomnik Wałęsy. Tyle że pomnik - nawet obsikany - pomnikiem pozostanie. A obsikującym pomnika i tak nikt nie postawi.

wtorek, 17 czerwca 2008
W Euro 2012 na pewno też zagramy ;)
I to by było na tyle, jak mawiał ś.p. Jan Tadeusz Stanisławski. Nasza Drużyna Pierścienia (składająca się głównie z jednego Legolasa w bramce i jednego Aragorna z Brazylii, a poza tym z raczej drętwych krasnoludów i hobbitów) zakończyła swoją podróż przez mękę i powoli wraca do domu.

Na pożegnanie/powitanie przypominam swoją impresję z meczu Polska-Niemcy z Mistrzostw Świata 2006. Czy tak wiele się zmieniło...?

Ale żeby było jasne - Leo musi zostać. To PZPN powinien odejść.

piątek, 13 czerwca 2008
Premierze, nie bądź kibolem

"Wczoraj wieczorem chciałem zabić, dobrze wiecie kogo, jak każdy polski kibic" - takie słowa padły dziś z ust premiera Donalda Tuska na konferencji prasowej. Mimo wielkiej goryczy po wczorajszym meczu i fatalnej decyzji sędziego Webba, jeszcze większy niesmak wzbudziła we mnie ta wypowiedź premiera.

Rozumiem piłkarskie namiętności, sam nie jestem wielkim kibicem, ale od Mistrzostw Euro w górę zamieniam się w fana piłki nożnej. Wczorajszy karny w 93 minucie też sprawił, że puściłem wiąchę pod adresem angielskiego sędziego. Ale zabić?!

Panie premierze, mam wrażenie, że strzelił pan sobie samobója. Zwłaszcza, że od koszmarnego meczu minęło już kilka godzin i można było ochłonąć. Zapewniam Pana, że polscy kibice nie chcieli zabić sędziego. Może co najwyżej kibole.

Może by pan przeprosił Howarda Webba za swoje kibolskie słowa?

czwartek, 12 czerwca 2008
Prawie po Euro :(

.

Plany awansu Polaków

wzięły w Webb

Czapki z głów dla Boruca i Rogera.

poniedziałek, 09 czerwca 2008
Leo, why? :)

I tak oto mamy już za sobą pierwszy z trzech meczów na Euro 2008. Ten najważniejszy. Został nam jeszcze mecz o wszystko i ostatni, o honor. Jeśli będzie inaczej i wyjdziemy z grupy, z chęcią posypię głowę popiołem. Ale na razie, po wczorajszym występie naszych, jestem sceptyczny.

Właśnie gruchnęła wieść, że w kolejnych meczach nie zagra Żurawski. I to akurat dobrze, bo w ten sposób robi się miejsce dla Rogera, który w niedzielę jako jeden z nielicznych biało-czerwonych starał się grać w piłkę. Ale jeden Roger meczu nie wygra.

Za to jeden Łukasz Podolski (przy wsparciu 10 kolegów) był w stanie strzelić nam 2 gole i to naprawdę ładne. Ładne słabością naszej obrony. Wpadki naszych obrońców to jednak nic w porównaniu z dzisiejszym kiksem niejakiego Mirosława Orzechowskiego (pamięta ktoś jeszcze tego wiceministra edukacji z LPR i jego dzwonek w komórce: "Panie ministrze, telefon"?). Otóż Orzechowski by wydobyć się z politycznego niebytu chwycił się brzytwy i zaapelował, żeby odebrać polskie obywatelstwo Podolskiemu. W czasach mojej młodości w takich sytuacjach mówiło się, że "walnął jak łysy grzywą o parapet."

Na szczęście niedziela to nie tylko nasza cienka piłka, ale też zwycięstwo Roberta Kubicy. Fakt, że mocno pomógł mu los i gapiostwo Hamiltona (wjechać komuś w tył na czerwonym świetle? Shame on you, Lewis :). Ale szczęście to za mało, żeby wygrać w Formule 1. Trzeba mieć refleks i nerwy ze stali. Zwłaszcza, że rok temu na tym samym torze z bolidu Kubicy został tylko kokpit z kierowcą w środku. Kilka lat temu wpadłem w poślizg na drodze przez las i zatrzymałem się na drzewie. Właściwie nic się nie stało poza sporymi uszkodzeniami auta. Do dzisiaj, kiedy jeżdżę tamtą drogą (a jeżdżę często) odruchowo zdejmuję nogę z gazu.

Szacunek dla Roberta.

PS. Zaczynam doceniać geniusz prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego. Przewidział to, że Polacy i tak nie wyjdą z grupy, więc nie kupował od Polsatu praw do transmisji meczów z Euro (choć to koszt góra 10 odcinków "Gwiazd tańczących na lodzie"). Po co marnować pieniądze z abonamentu na rozgrywki, w których i tak nie jest reprezentowany interes Polski?

TVP wolała zostawić widzów na lodzie.

Fot. Kuba Atys/AG

poniedziałek, 26 maja 2008
Na Marsie, czyli w Sejmie :)

Zdjęcie z porannych obrad sejmowej komisji ds. sprawiedliwości. Niektórzy posłowie opowiadali tam kosmiczne bzdury.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19