Na liczniku odsłon mamy:

hit counter
free web counter

Map IP Address
Powered byIP2Location.com

Kategorie: Wszystkie | Apple | Archiwum X | Humor | Kultura | Muppet Sejm | Polityka | Variactwo | Warsztat
RSS
środa, 31 grudnia 2008
2009, czyli...
Drodzy czytelnicy bloga:

W tym roku czekamy na:

  • recesję - ale tylko w dziedzinie głupoty i nadęcia polityków
  • spadek - ale tylko po bogatym (jeszcze) dalekim krewnym z Ameryki
  • minusy - ale tylko takie, które razem dają plus

Ale przede wszystkim życzę wam więcej kredytu wzajemnego zaufania i aby cały ten rok dało się wziąć za dobrą monetę. :)

poniedziałek, 15 grudnia 2008
Co z tą Polską?

Scenka rodzajowa spod mojego bloku. Niedziela, późne popołudnie.

Wszystko przez wiatr, który zmasakrował szyld Poczty :)

PS. Tak, żyję, ale zarobiony jestem. Mam nadzieję, że po Nowym Roku moja aktywność internetowa znacznie się ożywi. Trzymajcie kciuki za koniec remontu.

środa, 05 listopada 2008
A imię jego 44.
sobota, 25 października 2008
Wassup 2008
Zobaczyłem właśnie genialną przeróbkę kultowej reklamy Budweisera sprzed kilku lat (thx Devlin!). Starsi internauci na pewno widzieli "Wassup" przynajmniej raz. Kto nie widział, niech zerknie poniżej.

Tak wygląda "Wassup" AD 2008:

A od tego się zaczęło:

Potem było jeszcze kilka wersji, np. z dostawcą pizzy:

z dziewczyną:

i z wasabi:

oraz cała masa przeróbek - np. "Shalom":

czwartek, 23 października 2008
7 tłustych lat iPoda
23 października 2001 r., premiera iPoda. Odbyła się prawie bez przytupu. Owszem, była specjalna impreza z udziałem Jobsa i zaproszonych dziennikarzy, owszem Jobs mówił o "tysiącu piosenek w kieszeni", ale pamiętajmy, że było to niespełna półtora miesiąca po 11 września, nikt nie miał głowy do jakiegoś muzycznego gadżetu Apple'a. Pomysł wydawał się chybiony tym bardziej, że pierwszy iPod kosztował 500 dolarów. I miał 5 GB pojemności (dziś w niższej cenie można kupić klasycznego iPoda 160 GB albo iPoda touch). Ktoś, kto chciał wtedy wieszczyć dzisiejszy sukces iPoda, musiał być wizjonerem albo szaleńcem.

Pamiętam, że sam na pierwszego iPoda patrzyłem bez entuzjazmu (co oczywiście nie przeszkodziło mi to po kilku miesiącach kupić ten gadżet). Za to mój przyjaciel Piotr był zachwycony: "to jest coś, na co czekałem - mówił. Takiego odtwarzacza nie ma jeszcze na rynku i mam gdzieś, że kosztuje 500 dolców. Chcę go mieć." Jak powiedział, tak uczynił.

Od tamtego czasu iPody towarzyszą nam codziennie. Najpierw "classiki" 5 GB, potem iPody drugiej generacji, iPody photo, iPody nano, wreszcie dziś - najwyższa forma iPoda czyli iPhone. Nie zmienia się jedno - w kieszeni mamy wciąż tysiące piosenek, a ostatnio dodatkowo setki zdjęć i po kilka filmów.

Cena 500 dolarów była zaporowa, podobnie jak fakt, że dzialały wyłącznie z Macintoshami. Dlatego pierwszy milion iPodów sprzedał się dopiero po trzech latach. Dziś co kwartał sprzedaje się po 10-11 mln odtwarzaczy Apple'a. Skąd to szaleństwo? Po pierwsze iPody z każdą generacją są coraz lepsze i pojemniejsze. I tańsze. Po drugie, nawet ci, którzy mają już iPoda często nie poprzestają na jednym. iPod classic do samochodu, iPod nano albo iPhone do biegania, a czasami gdzieś w szufladzie kurzą się jeszcze stare iPody poprzednich generacji.

Pytanie, co będzie dalej z iPodem. Z jednej strony podgryza go iPhone, czyli najwyższa forma iPoda z wbudowanym telefonem. Ale kupno iPhone'a wiąże się przeważnie z koniecznością wykupienia abonamentu telefonicznego, a iPoda można wziąć z półki w supermarkecie rtv i wyjść płacąc w kasie. 75 proc. rynku w USA i ponad połowa rynku światowego to też poważny argument na rzecz iPoda. To rynkowy standard de facto, do którego już dawno dostosowały się firmy motoryzacyjne, linie lotnicze i producenci wszelkiego rodzaju gadżetów. A jak ktoś raz kupi iPoda, ładowarkę do niego, samochód z odpowiednim złączem i na dodatek wieżę "iPod friendly", to co kupi, kiedy iPoda zgubi albo zepsuje? Zune'a Microsoftu? A może Sansę czy Creative Zen? Rzecz jasna, że kupi iPoda, bo do niego ma przystosowany cały ekosystem gadżetów.

I dlatego ten rynek ma szansę jeszcze długo napędzać sprzedaż iPodów.

piątek, 17 października 2008
Budyń po brukselsku
Tym razem prezentacja nowego pokolenia wideosatyryków.

Kolega gladykov (imię i nazwisko znane redakcji) naprawdę dał radę. Mam nadzieję, że będziemy śmiać się do rozpuku z niejednego jego filmiku. A na początek historyjka o tym, jak prezydent pojechał do Brukseli na budyń. Jest naprawdę przesłodka.

Zapraszam do oglądania i podziwiania młodego talentu :)

piątek, 10 października 2008
Jestem prorokiem we własnym kraju
Wprawdzie nie trzeba być jasnowidzem, żeby coś takiego przewidzieć, ale zawsze. 2 września, tuż po zażegnaniu piaskownicowego konfliktu kto ma jechać na szczyt do Brukseli - prezydent czy premier - napisałem:

Ale byłbym naiwny, gdybym sądził, że taka słodka kohabitacja będzie od tej pory standardem. Za chwilę i prezydent, i premier - głównie poprzez swoich zauszników - zaczną się kopać po kostkach i sobie docinać.

Wystarczył miesiąc i tydzień i znów mamy problem kto pojedzie do Brukseli. Wtedy chodziło o Gruzję, tym razem o energetykę. I jak pisze mój redakcyjny kolega Konrad Niklewicz, lepiej, żeby prezydent na ten szczyt nie leciał, bo wbrew wysokiemu mniemaniu o swoich zdolnościach negocjacyjnych znowu przywiezie nam jakieś kukułcze jajo.

Lech Kaczyński stara się zagarnąć dla siebie kolejne obszary kompetencji: najpierw polityka zagraniczna, teraz znowu gospodarka. To po jasną cholerę mamy rząd? Do ozdoby? Póki co konstytucyjnie jesteśmy demokracją parlamentarno-gabinetową, nie prezydencką. Z całym szacunkiem, prezydent Kaczyński to nie Bush ani Sarkozy nie tylkoze względu na format postaci, ale i ustrój w kraju. Najgorsze, że stopień kompetencji środowiska Kancelarii Prezydenta jest odwrotnie proporcjonalny do ambicji.

To zacytuję jeszcze jedno zdanie sprzed ponad miesiąca:

A kiedy znów wrócimy do tego podwórkowego standardu polityki, poniższy filmik stanie się aktualny jak mało kiedy.

środa, 08 października 2008
O bankach i dojeniu

Nie wiecie o co biega z tym kryzysem finansowym i czy to tylko problem banków i giełdy? Dzięki inspiracji Juliana Tuwima po półgodzinnym skrobaniu się klawiaturą w głowę spróbowałem przełożyć to na język poezji :)

Bank pieniądze pożycza,
Mleczarz doi swe krowy
Ale co by mleczarz wydoił,
bez pożyczki bankowej?

A i bankier by przecież
do roboty nie pobiegł
Gdyby mleczarz mu nie dał
Mleka prosto od krowy.

Gdyby mleczarz nie dostał
Od bankiera pieniędzy
Siana by nie nakupił,
Krowy zdechłyby z nędzy.

A bez krowy nie sposób
Mleka doić i sprzedać
Mleczarz, ironio losu,
musiałby zbankrutować.

Z bankruta, co całkiem goły,
Państwo nie ma podatków,
I nie będzie na szkoły,
Ni na leki dla dziadków.

Bank, co mleczarza pogrzebał
Też nie będzie miał lekko,
Bo kto dobrze pracuje
W kraju, gdzie nie ma mleka?

Kiepska praca kołaczy
Nie przynosi, jak wiecie,
A gdy bieda aż skrzeczy
Nikt do banku nie leci.

I tak bankier, co skąpi
Mleczarzowi pożyczek
Własnoręcznie zakłada
Na szyję swą stryczek.

piątek, 03 października 2008
Google AD 2001

Niesamowitą zabawę przygotowało Google na swoje dziesiąte urodziny - stronę, na której można przeszukiwać internet z 2001 r. (starszego indeksu ponoć już nie ma).

I pomyśleć, że po wpisaniu hasła "Nasza-klasa" jako pierwszy wpis wyskakuje strona (nieistniejąca) na serwisie republika.pl. Jakaś klasa G w składzie: chłopcy:. Łukasz (żaba). Konrad (kądziel). Kamil (jurak). Łukasz ( świerk). Marceli. Krzyś (leman). Grzegorz. Wojtek. Przemek (walduś) .... Niestety, nic więcej się nie zachowało (nawet sieciowe archiwum nie pomaga).

A może ktoś z tamtej klasy (http://republika.pl/klasa_g/klasa.htm) przypadkiem wpadnie na tego bloga i opowie coś więcej o tej stronie?

PS. Sprawdziłem - w wersji z 2001 r. po wpisaniu "PiS" na pierwszym miejscu pojawia się strona o brukselskim pomniku Maneken Pis, potem Press Information Services z Kolumbii, Palestinian Internet Services, Pistoleiros Solitarios Clan i Prażska informacni slużba. W wersji z tego roku na pierwszym miejscu jest strona wiadomej partii. Ech, życie :)

czwartek, 11 września 2008
London Duck (i bzdury Napieralskiego)
Oto można znaleźć na wannie w jednym z londyńskich Hiltonów. Wyobrażacie sobie moje zaskoczenie w łazience? :)

PS. Jeszcze przed wyjazdem do Londynu miałem zamieścić wpis o niesamowitym wręcz tekście szefa lewicy, Grzegorza Napieralskiego. Nie zdążyłem, ale chyba warto zachować dla potomnych tę krótką i pełną bzdur notkę, jaką PAP nadał w poniedziałek (bzdury dotyczą wypowiedzi Napieralskiego, nie tego, co napisał PAP).

Chodziło o media publiczne. Napieralski wypowiadał się o propozycji PSL, która zmierza - w dużym uproszczeniu - do tego, by podzielić media po partyjnym uważaniu. No bo jak inaczej określić pomysł, w którym KRRiT zostaje zwiększona z 5 do 11 członków tylko po to, by: Sejm obsadził tam czterech swoich, prezydent trzech, a senat dwóch. Zostają jeszcze całe dwa miejsca dla tzw. stowarzyszeń twórczych. Wow, prawdziwie niezależne media publiczne.

I cytat za PAP: - Jest możliwość tak naprawdę stworzenia z mediów publicznych jak najbardziej media odsunięte od polityki - uważa lider Sojuszu. Przypomnijmy, że lewica nie pomogła PO odrzucić prezydenckiego weta do ustawy medialnej twierdząc, że pomysł PO nie zapewnia niezależności mediów. Owszem, wersja PO była do kitu, ale nie aż tak jak PSL-owska wizja bezczelnego partyjnego podziału łupów, do której tak się zapalił Napieralski.

Najśmieszniejsze jest jednak to, że Napieralski wciąż ma żal, że PO... nie wypełnia obietnic jakie złożyła lewicy w zamian za poparcie w odrzuceniu weta prezydenta do ustawy medialnej: głosujcie z nami, a my przygotujemy nowy, lepszy projekt ustwy medialnej. Lewica, jak wiadomo, poszła na rękę prezydentowi wypinając się na PO. Ale Napieralski ma żal (znów cytuję za PAP): Jak widać projektu nie ma. Minęło pierwsze posiedzenie Sejmu (...), co więcej, w kalendarzu prac komisji kultury i środków przekazu nie zaznaczono, że są przewidywane prace nad jakimkolwiek projektem ustawy medialnej.

Czyli: umówić się z kimś, zerwać umowę, a potem mówić, że druga strona jej nie wypełnia. Nawet nie przypuszczałem jak blisko jest mentalnie Napieralskiemu do braci Kaczyńskich. Musi jeszcze popracować nad poziomem bezczelności, ale wygląda na bardzo pojętnego ucznia.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19